sobota, 21 listopada 2015

Martwa Zima - Gra Rozdroży

Patrzę za psem biegnącym w stronę stacji paliw. Mądra suczka. Szczęście, że ją mamy. Nie sposób wszystkich darzyć taką sympatią, jak tego cudnego czworonoga. I może nie powinnam nawet tak myśleć, ale uważam, że lepiej by nawet było pozbyć się stąd co poniektórych. Wyrzucić chociażby tego obleśnego pijaka czy tego zadufanego w sobie bubka, który myśli, że wszystkimi może pomiatać. Niech idą w diabły. Kolonia musi być zwarta i umieć ze sobą współpracować. A ich miejsce mogliby spokojnie zająć inni potrzebujący. Czasy są ciężkie. Mamy już tylko siebie nawzajem i nie ma tu miejsca na brak zaufania. Nie przestrzegasz zasad? Cóż, nikt za tobą nie będzie tęsknił.






Martwa Zima przywodzi trochę na myśl Battlestar Galacticę, zrobioną w klimacie This War of Mine. Z tym tylko, że zamiast statku kosmicznego mamy kolonię ocalałych, a zamiast żołnierzy i maruderow - hordy zombie. A jeśli ktoś nadal nie bardzo wie o co mi chodzi to spieszę z tłumaczeniem.



Jesteśmy zbieraniną przypadkowych ludzi, którzy jakimś cudem uszli z życiem po apokalipsie zombie. Siedzimy sobie w ciepłej (no może nie do końca, bo w końcu zima) i przytulnej (mamy przecież jeszcze jeden cały fotel!) kolonii i udajemy, że nie słychać dobijających się do środka umarlaków. Niestety nie możemy tak siedzieć za długo, bo w końcu wlezą do środka i nas zeżrą. Musimy więc w końcu ruszyć tyłki i pozabezpieczać wejścia, upewnić się, że jest co jeść, co do kominka dorzucić i czym zakleić odgryzioną skaleczoną rękę. I bardzo szybko przekonujemy się, że wszystkiego mieć się nie da.


W grze każdy z graczy wciela się w kilka postaci, które tworzyć będą naszą kolonię. Na początku rozgrywki losujemy główny cel gry - dla całej kolonii - i cele prywatne, które każdy musi wykonać indywidualnie aby wygrać razem z kolonią (o ile w ogóle uda nam się przetrwać). I choć gra oferuje nam możliwość grania w oddzielny wariant ze zdrajcą, to wydaje mi się, że niektóre cele indywidualne czynią zdrajcą co drugiego gracza. Nie specjalnie oczywiście. Tylko w zasadzie, "po co mam się zgodzić na to, żeby skończyć teraz grę, skoro nie mam wypełnionego swojego celu? Co mi robi za różnicę, czy przegram bo zaraz zjedzą nas zombie, czy przegram, bo nie uzbierałem wszystkich potrzebnych mi kart?"



Akcji do zrobienia mamy w każdej turze całkiem sporo. Niektóre wymagają użycia sześciennych kostek, które są zasobem dość deficytowym i trzeba z nich bardzo uważnie korzystać. Inne możemy wykonywać tak długo jak tylko mamy ku temu możliwości. I choć pięknie wygląda to na rozpisce, to szybko się możemy przekonać, że wcale nie należy (a często wcale się nie da) tak z tymi akcjami szaleć. Nawet jeśli szaleć byśmy bardzo chcieli.


Ponadto, podczas każdej tury dociągamy aktywnemu graczowi kratę rozdroży. Na kartach rozdroży znajdują się potencjalne zdarzenia, które mogą aktywować się z rozmaitych powodów jak ruch postaci, przebywanie w konkretnej lokacji czy obecność kogoś w grze. A zdarzenia są naprawde rozmaite i mogą nam zarówno przynieść wiele dobrego jak i złego. A najlepsze moim zdaniem jest w nich to, że sami mamy poniekąd wpływ na to, co z nich wyniknie. Na kartach rozdroży (prawie) zawsze znajdują się, do wyboru przez aktywnego gracza lub całą grupę, dwie możliwe opcje zakończenia zaistniałęgo zdarzenia. Choć nie oszukujmy się - czasem bywa to po prostu wybór między niefortunnym i niepomyślnym.



A jeśli małoby nam było tego wszystkiego, to jeszcze w każdej rundzie musimy całą grupą zwalczać dodatkowe zagrożenia i poświęcać z wielkim trudem zdobywane zasoby. I choć teoretycznie można je czasem olać, to w rzeczywistości to "czasem" zdarza się naprawdę rzadko i jedno głupie, zignorowane zagrożenie może pociągnąć do przegranej całą grę.

Wykonanie Martwej Zimy jest naprawdę dobre. Wszystkie karty (a jest ich naprawdę mnóstwo) są zrobione bardzo klimatycznie i wyraźnie się od siebie odróżniają. Lokacje, do których możemy się przemieszczać są bardzo przemyślane, instrukcja jasna i przejrzysta i tylko możnaby się przyczepić do tego, że te kilka znaczników zombie więcej możnaby dodać.



Co mnie najbardziej zaskoczyło w tej grze to... ilość tego wszystkiego. Mamy 30 różych postaci, grubą talię kart rozdroży, całkiem sporo celów głównych i indywidualnych... Naprawdę byłam pod wrażeniem.
Drugą imponującą rzeczą był wszechobecny klimat. Naprawdę czuje się w tym wszystkim walkę o przetrwanie. Każdy jeden przedmiot jest wart bardzo wiele, każda nasza decyzja musi być ostrożna i przemyślana. Jedzenie czy paliwo? Broń czy leki? Pomagać czy uciekać? No, łatwo nie jest.



Dużym plusem tej gry, moim zdaniem jest to, że mimo iż obfituje w rozmaite elementy i jest wiele rzeczy, na których trzeba się skupić, to nie dłuży się ona w nieskończoność. Ilość rund danej rozgrywki określana jest na starcie wraz z celem gry. W międzyczasie natomiast, podcas tur innych graczy, i tak raczej nie siedzimy bezczynnie bo ciągle możemy wymieniać się kartami, wspólnie podejmujemy wiele decyzji i pilnujemy kart rozdroży. Martwa Zima nie ciągnie się w nieskończoność.

Minusem są jak dla mnie, mało zrównoważone zadania. Niektóre wydają się wręcz nierealne do zrobienia (szczególnie na mniejszą ilość graczy), gdy inne wydają się być śmiesznie proste. Czasem musimy mieć naprawdę szczęście, żeby udało nam się osiągnąć cel główny, a ja wolę mieć pewnosć, że jednak mam na rozgrywkę większy wpływ.



Podsumowując:
Martwa Zima jest naprawdę świetną grą. Jest bardzo klimatyczna, zarówno dzięki oprawie graficznej jak i tekstom znajdującym się na kartach. Mimo wielu elementów nie jest zbyt skomplikowana i raczej trudno się w tym poplątać. Czasem faktycznie zdarzy się zapomnieć o kartach rozdroży, lecz zwykle - o ile tura danego gracza się nie skończyła - wszystko można nadrobić.
Gra jest stosunkowo szybka i przyjemna zarówno na dwie jak i więcej osób. Dodawane są też karty pomocy gracza, co osobiście bardzo w grach cenię.
Ze względu na ilość dostępnych kart, trudno się nią szybko znudzić. Każda rozgrywka jest zupełnie inna od poprzedniej.
Uważam, że zdecydowanie jest warta kupienia.

Dlaczego gra może podobać się dziewczynie:
Musimy współpracować - nie jesteśmy zdani tylko na siebie. Z drugiej strony mamy własne cele i nie możemy jedynie podążać za innymi ślepo, do końca gry. Gra obfituje w różnorodne postaci i jest bardzo klimatyczna. Osobiście uważam, że jest to klimat bardziej nawet survivalowy niż apokaliptyczny i można nawet zapomnieć o tych zombie.


1 komentarz:

  1. Mam w swojej kolekcji Martwą Zimę. Może nie jest to TOP moich gier, ale rzeczywiście gra ma w sobie to coś, chyba przez to że grając bądź ile razy za każdym razem rozgrywka jest ciekawa i zaskakująca.

    OdpowiedzUsuń