piątek, 9 października 2015

Mamy szpiega!

Oto ja - Mistrz kamuflażu! Mogą się czepiać, że wcale nie mam wystarczająco maskującego stroju, bądź nawet trochę wyróżniam się w tłumie, ale zupełnie nie w tym rzecz. Moja gra jest moim kamuflażem. Delikatne napięcie mięśni. Usta gotowe do błyskawicznego śmiechu lub dyskretnego porozumiewawczego skinienia głową. I nie ma znaczenia czy wiesz czemu się śmiejesz lub co do czego się właśnie porozumieliście. Znaczenie ma to, jak długo będą ci wierzyć, że to wiesz. I to, czy uda ci się przetrwać wystarczająco długo... Bo jeśli nie... jeśli uśmiechniesz się w złym momencie, lub nie zrobisz tego wcale, to pewnie drugiej szansy mieć nie będziesz. A w ich głowach zacznie iskrzyć powoli, aż w końcu wybuchnie bezlitosne dla ciebie olśnienie: "Rany! Mamy szpiega!"



Zakochałam się w tej grze,  zanim jeszcze w ogóle zagrałam w nią po raz pierwszy. Wiem dobrze, że takie zauroczenie bywa niezwykle mylne, lecz do tej pory zdania o niej nie zmieniłam i chyba nieprędko się to stanie. Jak wiele innych gier, polegających na blefowaniu, tak i "Mamy szpiega", wywołuje we mnie ten dziwny, niepokojący a zarazem niezwykle przyjemny dreszczyk. Kompletnie nie umiem kłamać, a tu nagle rzucona zostaję na głęboką wodę. I wiecie co? I potwornie chcę się nauczyć pływać!

Blefowanie i kłamanie naprawdę nie jest moją mocną stroną. Mimo wszystko naprawdę lubię gry opierające się właśnie na tym i z przyjemnością sięgam po takie tytuły. A o co chodzi w grze? W każdej rozgrywce gracze przydzielani są w konkretne miejsce. Może to być restauracja, łódź podwodna, studio filmowe czy nawet wyprawa krzyżowa. Oprócz gracza-szpiega, wszyscy wiedzą gdzie się znajdujemy. Teraz zadaniem graczy jest zadawanie sobie najróżniejszych pytań tak aby szpieg nie zorientował się gdzie jesteśmy i aby reszta zorientowała się, kto jest szpiegiem.

Przykładowo znajdujemy się w zoo. Gracz nie będący szpiegiem, może zapytać kogoś: "To co będziemy dziś jeść na obiad?". Gdyby padła odpowiedź w stylu: "Wiesz, to co zwykle - ziemniaczki i kotlet", mogłoby się to wydać podejrzane. Wycieczka do zoo to nie jest dzień jak co dzień i nie je się "tego co zwykle." Z drugiej strony, odpowiedź w stylu: "Co tam obiad! Nażryjmy się waty cukrowej." może szpiegowi niezwykle ułatwić odgadnięcie lokacji, w której jesteśmy. Trzeba więc niezwykle uważać na słowa.

Gracz będący szpiegiem musi natomiast zadawać pytania jednocześnie, na tyle ogólne, żeby pasowały przynajmniej do większości lokacji i nie na tyle ogólne, żeby od razu zwrócić na siebie uwagę. Pytania w stylu "Co myślisz o tym miejscu?" lub "Nie wiesz, w co powinienem się ubrać?", możemy tłumaczyć, jako próbę wyczucia kogoś innego, jako szpiega, lecz łatwo mogą nas też zdradzić.



Gra nie jest łatwa ani dla szpiega, ani dla  reszty graczy. Trwa bardzo krótko (przynajmniej w naszym wypadku gdy kończyła się zwykle w mniej niż pięciu pytaniach). Oczywiście można przeciągać ją w nieskończoność, ostrożnymi pytaniami, lecz moim skromnym zdaniem, większe ryzyko to większa zabawa.

Z perspektywy nieszpiegów, lepiej czasem zwrócić uwagę na jakiś drobny szczegół z danej lokacji aby móc błyskawicznie rozpoznać swoich, lecz ryzykujemy tym, że szpieg szybko zorientuje się gdzie jesteśmy. Z perspektywy szpiega, uważam, że często opłaca się również, próbować zadawać raczej szczegółowe pytania i liczyć, że akurat się wstrzeliliśmy. Przykładowo, rzucamy od czapy pytanie: "Co myślisz o tym czerwonym," (i zachowujemy kamienną twarz, utwierdzającą innych w przekonaniu, że doskonale wiemy, o który czerwony nam chodzi). Bardzo mało prawdopodobne jest, że w jakiejś lokacji nie znajdzie się nic czerwonego, a odpowiedź, którą uzyskamy, może dać nam już bardzo konkretną wskazówkę.



Zastanawia mnie strasznie, jakim cudem właściwie można ciągnąć tę grę jakoś strasznie długo. Przeglądając rozgrywki w internecie, nie mogłam zrozumieć czemu ludzie tak to ciągną. Kilka minut to zwykle bardzo na wyrost (chyba, że obie strony są graczami na naprawdę wysokim poziomie i uparcie szpieg trzyma się na powierzchni, a reszta tak żongluje pytaniami, że nie sposób zgadnąć lokacji). I moim zdaniem czas trwania tej gry, to też duży jej atut. Krótko, zwięźle i na temat, a do tego mnóstwo zabawy. A nasz nieskromny rekord, to wykrycie szpiega, jeszcze przed zadaniem pierwszego pytania. Da się? Da się.

Dodatkowym ubarwieniem gry, jest element postaci. Nie dość bowiem, że jesteśmy w konkretnej lokacji, to jeszcze mamy przydzieloną nam postać. Oczywiście można ustalić, że ignorujemy je i skupiamy się tylko na miejscu, lecz moim zdaniem jest to bardzo ciekawe urozmaicenie i dodatkowo nieco utrudnia grę. Przykładowo, podczas jednej rozgrywki naszą lokacją była ambasada. Kolega dostał pytanie "Czy uważasz, że to dobre  miejsce na wakacje?". Odpowiedział, że jak dla niego to całkiem niezłe. Nieszpiedzy od razu zaczęli mieć co do niego wątpliwości, a szpieg już wykreślił w głowie kilka miejsc z listy, w tym również ambasadę. Okazało się jednak, że zapytany kolega był turystą i trudno było oczekiwać od niego innej odpowiedzi.



Potwornie lubię tą grę. Jest świetna na większą ilość graczy i idealnie nadaje się na imprezy. Jest szybka, zabawna, a w tym wszystkim wymaga od nas jednak sporo myślenia i kombinowania. Naprawdę trudno się od niej oderwać i przypomina pod tym względem trochę Cywilizację. "To jeszcze jedna runda jak tak szybciutko nam to zeszło. To jeszcze raz, bo jakiś taki niedosyt. Ale to już ostatnia... ale nie taka ostatnia jak trzy gry temu, tylko teraz już taka ostatnia-ostatnia..." I nawet gdy blefowanie nie jest twoją mocna stroną, warto dać sobie szansę.

Dlaczego gra może podobać się dziewczynie:
Jest świetnym sposobem spędzenia czasu w większym gronem znajomych. Jest przy niej sporo śmiechu a jednocześnie trzeba się na niej dobrze skupić. Jest krótka, prosta a jednocześnie trudno się nią szybko znudzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz