środa, 2 września 2015

Libertaria

Chyba dobrze wiesz już jaką z dróg, wśród białej fali piany statek twój popłynie. A jeśli tak, spotkamy się... na Libertalii. Do tej pory trzeba łupić, grabić, walczyć i dbać o piracką reputację.
Patrzę w przyszłość i widzę skrzynie skarbów i klejnoty przelewające się przez moje palce. Widzę swoją trupią banderę powiewającą dumnie na najbogatszych morzach. I statki , które dostrzegły ją za późno i już nie mają najmniejszych szans aby nam uciec. Widzę sławę i bogactwo właśnie tam, na tym tajemniczym lądzie, gdzie któregoś dnia zejdę na ląd pewnie po raz ostatni. Widzę siebie na Libertalii, a to co widzę, niezmiernie mi się podoba. 




Pożyczyliśmy tą grę któregoś razu z ciekawości, lecz długo nie mogliśmy się zebrać aby zajrzeć chociaż do środka. A gdy w końcu zajrzeliśmy, to naprawdę trudno było się oderwać i zająć się czymkolwiek innym.

Libertalia, choć podchodziłam do niej bardzo obojętnie, zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Pamiętam jak zagraliśmy raz, potem kolejny i znów i nie chciałam przestać. Bo jeszcze nie wszystkie karty były w grze, bo może by inaczej spróbować to rozegrać, bo może dałoby się to zrobić następnym razem inaczej... Zżerała mnie ciekawość, co jeszcze można w tej grze zrobić i jak mogłyby się ułożyć kolejne rozgrywki. Nie mogłam przestać w to grać. A raczej nie chciałam przestawać w nią grać.


A o co właściwie chodzi? Jesteśmy piratami. Walczymy o łupy jak i staramy się uniknąć czyhających na nas nieszczęść. Każdy gracz zaczyna z talią postaci i dobrawszy kilka (każdy gracz w rozgrywce ma takie same) musimy korzystając z ich zdolności zagarnąć jak najwięcej złota. Mamy na to trzy tygodnie (każdy tydzień to sześć rund i podliczenie zdobyczy) i rozsądnie musimy dysponować swoją załogą.


Z początku wydawało mi się to dziwne. Dlaczego mamy wszyscy te same postaci? Czemu każdy nie mógłby losować oddzielnie? Czy nie byłoby tak ciekawiej? Otóż zdecydowanie nie byłoby ciekawiej. Dodatkowo, byłoby pewnie bardzo niesprawiedliwie.
Każda postać na swoją wartość (od 1 do 30) i specjalną umiejętność. Z każdym kolejnym dniem mamy coraz mniej kart i w zasadzie od samego początku musimy bardzo uważnie wszystkie zagrywać. Do tego, bardzo przydaje się zdolność czytania w myślach przeciwnikom.
Przez to, że wszyscy mamy takie same karty, z jednej strony wiemy czego możemy się spodziewać - i to jest plus. Z drugiej strony trzeba tak zagrywać karty, żeby zarówno zaskoczyć przeciwnika i utrudnić mu grę jak i postarać się jak najwięcej ugrać.


Kluczowym elementem gry jest zastanawianie się nad tym co by było gdyby i przewidywanie dziesięciu ruchów naprzód. Bo niby fajnie zagrać córkę gubernatora ale co jeśli ktoś inny też będzie chciał ją zagrać? Albo jak ktoś zechce mi ją zlikwidować? Mam się jak bronić? Albo jak ktoś zrobi jeszcze coś bardziej szalonego? A w zasadzie to kiedy powinienem ją zagrać? Czy teraz nie jest za wcześnie? Tylko jeśli zagram ją później to nie zdążę zagrać jeszcze tego i siamtego a mogę na tym nieźle zarobić. A może nie zagrywać jej w ogóle i zostawić do następnego tygodnia? A co jeśli inni zrobią to samo? Znów trzeba będzie uważać z jej zagraniem...
I tak z każdą kartą. Biorąc pod uwagę, że na początku każdego tygodnia mamy ich dziewięć i nad każdą z nich trzeba przeprowadzić podobne kalkulacje, to może od tego trochę głowa rozboleć.


Niemniej jednak taki ból głowy wydje się być naprawdę przyjemny. Spiskujemy, knujemy, przewidujemy, planujemy i dokładnie wszystko sprawdzamy. Do tego warto kontrolować, czy przypadkiem przeciwnicy nie zarobili już za dużo. Jeśli tak, to trzeba rychło znaleźć sposób aby troszkę odciążyć ich mieszki. I wbrew pozorom nawet nie niszczymy sobie przy tym za bardzo przyjaźni bo "skąd miałam wiedzieć co zagrasz" i "przecież widzisz dobrze, że w tej sytuacji nie opłaca mi się zrobić nic innego". (A w rzeczywistości mieliśmy wszystko zaplanowane już dziesięć ruchów wcześniej!)

Gra mam dość dużo elementów, w tym całą masę żetonów i znaczników. Na szczęście każdy z graczy dostaje swoją podkładkę na której subtelnie i jasno opisane są skrócone zasady i opisy znaczników. To bardzo lubimy w grach i za to duży plus.
Same zasady nie są skomplikowane. Osobiście lubię gry tego typu, gdzie instrukcja jest tylko aby wyjaśnić podstawy i kwestie sporne a wszystko tak naprawdę jest na karach i pozostałych elementach.
Plansze (jedna na działania z tygodnia i jedna na której zaznaczamy punkty) są bardzo jasne i mądrze zrobione. Łatwo załapać o co w tym wszystkim chodzi i po prostu zacząć cieszyć się grą. 

Dodatkowo gra jest bardzo ładnie wydana. Grafiki na kartach, podkładkach i planszach są przyjemne dla oka i utrzymują piracki klimat. Każda postać na karcie ma swoje powiedzonko a z podkładkami dostajemy zarówno kapitańskie imię jak i nazwę swojego statku. No i każda z bander jest inna.



Rozgrywka różni się nieco między grą na dwie a więcej osób. Przy dwóch osobach bardziej skupiamy się na przeciwniku. Przy większej ilości graczy czasem nie sposób sobie na to pozwolić. Musimy jednak cały czas przewidywać co mogą oni zrobić, lecz za to często możemy pozwolić sobie na większe ryzyko. Poza tym, przy większej liczbie graczy może nam się udać ukryć dobrą kartę i niepozornie czerpać z niej zyski lub postarać się skupić uwagę na innym, Bogu ducha winnym graczu.

Minusem tej gry jest sposób przyznawania punktów. Wystarczy, że ktoś będzie miał jeden tydzień lepszy i w zasadzie bardzo trudno go już potem dogonić. Wolę gdy gra daje do końca równe szanse. Tutaj czasem bywa to niemożliwe. Niemniej jednak wydarzenia z tygodni często przyćmiewają efekt końcowo-punktowy i można grać dla samej przyjemności grania.



Podsumowując.
Gra jest moim zdaniem bardzo dobra. Utrzymuje w napięciu, zmusza do myślenia i kalkulowania swoich działań. Ustalamy własne strategie i przewidujemy strategie przeciwników, którzy operują zasobami niemal identycznymi do naszych. Wcale nie jest to łatwe.
Wydanie jest przemyślane a całość, choć może się nie wydawać, jest całkiem prosta i logiczna.

Dlaczego gra może spodobać się dziewczynie:
Jest to jedna z tych gier, które oferują nam stosunkowo szybką i lekką rozrywkę. Łatwo wczuć się w klimat. Element losowości jest dość mały i mamy poczucie, że cała gra może zależeć tylko od nas. Jest łatwa, przyjemna i bardzo ładna graficznie.
 

2 komentarze:

  1. Wow! To zdecydowanie coś dla mnie!
    Swojego czasu wręcz namiętnie grywałam w tego rodzaju gry z kolegami jako nastolatka. Teraz odeszły w zapomnienie przy małym dziecku ale z pewnością muszę do nich wrócić. Choćby do tych prostych i zabawnych jak Wiochmen czy Na sygnale. Śmiechu i zabawy jest przy nich co nie miara. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "odeszły w zapomnienie przy małym dziecku". O nie! My zaprosiliśmy znajomych na pierwsze granie po porodzie gdy latorośl miała niecałe cztery tygodnie i dalej regularnie się spotykamy. Na szczęście przy ludziach zachowuje się całkiem nieźle i możemy sobie kilka godzin w miarę spokojnie pograć.

      Usuń