poniedziałek, 24 sierpnia 2015

This War of Mine

Patrzysz na przebiegającego obok szczura i zastanawiasz się, jak mógłby smakować. Nie miałeś w ustach nic od... nawet nie wiesz od ilu dni. Jest zimno, wilgotno, odgłosy wystrzałów nie ustają ani za dnia ani w nocy a ty już nawet nie zwracasz na to uwagi. Powoli przestajesz się zastanawiać czy kiedykolwiek to się w ogóle skończy. To jest teraz twoje życie. Twoje życie to wojna i nie masz na to żadnego wpływu. 
Pukanie do drzwi wyrywa cię z apatycznej stagnacji. Nie wiesz kto przyszedł. Zza drzwi ktoś znów błaga o schronienie i pomoc a ty otwierasz, nie bacząc na to, że ktoś może czeka tylko na twoją nieuwagę. Bo nawet jeśli ktoś miałby ci roztrzaskać głowę gdy tylko otworzysz i wpuścisz nieznajomego do środka, to co za różnica? Nie, chyba nie robi ci to już różnicy.




This War Of Mine, czyli kolejna genialna i doceniona na świecie gra, polskiej produkcji. Zdobywca kilku nagród i zdaniem niektórych jedna z najlepszych gier 2014 roku. ... Co?!
Przepraszam, ale tym razem muszę stanąć po zupełnie innej stronie barykady. Ta gra, po prostu mi się nie podoba, a jest to dla mnie o tyle zaskakujące, że naprawdę rzadko mogę coś takiego stwierdzić.



Zaczynając jednak od początku, gra opowiada o wojnie, jednak nie z perspektywy, jaką znamy z większości gier. Tym razem nie jesteśmy dzielnymi żołnierzami, walczącymi w imię słusznych idei. Jesteśmy zwykłymi szarymi obywatelami, wypędzonymi z własnych domów, bez majątku, rodziny, znajomych i nadziei na przyszłość. Gra opowiada o tym, co podczas wojny dzieje się ze zwykłym szarym człowiekiem i tu, ogromny plus dla twórców. Pomysł jest rewelacyjny i może dlatego właśnie czegoś rewelacyjnego się po grze spodziewałam?



Zaczynamy w opuszczonym domu, który ma służyć nam za kryjówkę. Nam, bo gramy kilkoma postaciami. Taka zbieranina wojennych sierot. To do czego dążymy, to znalezienie jak najwięcej części do budowy potrzebnych nam do przeżycia rzeczy, lekarstw i jedzenia. No i oczywiście musimy dożyć do końca konfliktu. Możemy budować coraz to nowsze sprzęty, od kuchenki i pieca po warsztaty do produkcji broni czy ogródki do hodowli roślin. Roboty mamy naprawdę dużo a, jak to na wojnie, cały czas czegoś brakuje.



Gra dzieli się na dwie przeplatające się części - dzień i noc. Za dnia budujemy, jemy, odpoczywamy, ulepszamy to co mamy, przyjmujemy rozmaitych gości i handlujemy. Oczywiście jeśli do tego wszystkiego mamy odpowiednie wyposażenie. W nocy natomiast, możemy wysłać kogoś na przeszukiwanie wybranej lokacji w mieście. Możemy przeszukiwać ruiny, szukać innych handlarzy, zdobywać nowe przedmioty czy nawet kraść. Musimy uważać na bandytów i snajperów i bardzo rozsądnie wybierać, co tym razem ze sobą zabieramy. Miejsca w plecaku jest niewiele a my zwykle potrzebujemy absolutnie wszystkiego. Do tego, bardzo dużo staje przed nami trudnych wyborów moralnych. Ale z drugiej strony co to za wybór "albo my albo oni"? To przecież wojna.



Postaci jakimi dysponujemy są bardzo zróżnicowane pod względem charakterów i nieznacznie różnią się cechami specjalnymi. Ta, postaci mi się podobały. Mamy wgląd w to co myślą i czują i musimy dbać aby utrzymywać głód, zmęczenie, rany, choroby i samopoczucie na w miarę rozsądnym poziomie. U wszystkich. Nie jest to łatwe zadanie ale i cała gra do najprostrzych nie należy. Zginąć nie jest trudno, zarówno za dnia jak i w nocy. Możemy zginąć podczas przeszukiwania lub na skutek odniesionych wcześniej ran, choroby czy głodu. Do tego, może się zdarzyć, że jakaś postać po prostu nas opuści z dnia na dzień. Jednym słowem jest czego pilnować.



Moim krytycznym zdaniem, gra jednak niewiele nam oferuje. Przypomina trochę bardzo depresyjne Simsy, w których zamiast zabierać im drabinki z basenu, ustawiamy ich dookoła miliony a nasz sim i tak nie chce wyjść z wody. My natomiast nie robimy niczego innego jak zbieramy fanty. Im więcej ich znajdziemy i im rozsądniejszy z nich zrobimy użytek tym lepiej dla nas. Do tego, niektóre akcje potrafią wlec się w nieskończoność. Ile ja rzeczy mogłam zrobić w międzyczasie, gdy gra zajmowała się sobą, to nawet nie zliczę. A nie tego oczekuję po grze. Czułam, że bardzo dużo czasu tracę w niej na nic. Za dużo. I w żaden sposób nie da się tego cholerstwa przyspieszyć.

Poza tym w grze brak jest, nawet bardzo prostego samouczka czy jakichkolwiek podpowiedzi. Nie wiem, czy jest to niedopracowanie, czy celowe działanie twórców, ale czułam się trochę zagubiona na początku, gdy musiałam wszystko odkrywać po kolei. Potem zaś, czułam się trochę głupio gdy nagle w połowie gry, odkrywałam drobiazg, którego (chyba) powinnam była się domyśleć na samym początku. Nie jest jasne do czego niektóre wybudowane przedmioty mogą służyć, albo co powinniśmy zrobić aby niektóre w ogóle otrzymać. Wszystko metodą prób i błędów, a w tej grze akurat, każdy nasz błąd może być tym znaczącym.



Schemat gry jest taki sam jak w Papers, please. Dni mijają, a my musimy jak najdłużej przetrwać. Jednak w This War of Mine niewiele się zmienia. Nie ma żadnej znaczącej różnicy między dniem pierwszym, a czternastym czy dwudziestym pierwszym. W Papers, please akcja się rozwija bardziej znacząco, fabuła postępuje do przodu a zadania są coraz trudniejsze (ale nie niewykonalne). Gra nabiera tempa i wczuwamy się we wszystko coraz bardziej. W This War of Mine jedyne co naprawdę postępuje, to nasza depresja i wyrzuty sumienia.

No i zapisy. Nie mamy możliwości samemu zapisać gry. Duży minus. Nie lubię gier, gdy nie mamy możliwości prowadzenia kilku rozgrywek równolegle. Zawsze dzieliłam komputery i gry z innymi graczami w rodzinie i to niestety bywa ogromny problem, gdy grać może tylko jedna osoba. Ponadto w This War of Mine w ogóle nie mamy dostępu do plików z save'ami. Więc gdy pewnego dnia, gra nagle mi się zawiesiła i rozkrzaczył mi się mój save, to niestety straciłam wszystko i musiałam zaczynać od nowa. Bardzo duży minus.



Może miałam zbyt dużo oczekiwania? Może za bardzo gra podobała mi się, gdy oglądałam jej zajawki? Może czego innego się spodziewałam, po tak wychwalanej grze? Ostatecznie jednak kompletnie nie przypadła mi do gustu. Miałam ochotę przejść ją kilka razy, próbować różnych strategii przetrwania, ale to jak bardzo ta gra się ciągnie, zniechęca mnie do tego kompletnie.

Podsumowując, gra ma u mnie wielkiego plusa za klimat. Grafika świetna, pomysł rewelacyjny, muzyka naprawdę dobra. Tylko w zasadzie nic poza tym. Gdyby świetność gry zależała tylko od pomysłu to Wiedźmina można by zrobić w postaci trochę rozbudowanego tetrisa, a chyba nie o to chodzi.



Dlaczego gra może podobać się dziewczynie:
Gra spodoba się, gdy ktoś ma dużo czasu, cierpliwości i oczekuje czegoś spokojnego. Wymaga cierpliwości i dużej rozwagi w podejmowaniu niektórych decyzji. Utrzymuje niezwykły klimat zarówno dobrą muzyką jak i rewelacyjną grafiką. Zdecydowanie różni się od wszystkich innych gier wojennych, pokazując losy zwykłych cywili i mocno grając na emocjach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz