sobota, 25 lipca 2015

Cywilizacja V - Brave New World

 Rok 1600 przed naszą erą. Imperium Polinezji właśnie weszło w średniowiecze. Kamehameha robi co tylko może aby jego państwo przewyższało technologicznie pozostałe, ciemne plemiona. Kręcą się dookoła, wymachując toporkami i zaostrzonymi kijami. Barbarzyńcy, którzy Jemu zabraniają nawiązywania kontaktów z Bukaresztem i Watykanem twierdząc, że to jakoby "ich strefa wpływów". Są wręcz śmieszni nakazując mu aby nie osiedlał się w pobliżu ich miast. Ale on wie jacy są tak naprawdę słabi. Mogą mieć swoje ostre kije i kamienie, lecz już niedługo jeden jego wyszkolony strzelec da sobie radę z nimi bez problemu. Już niedługo to on będzie od nich żądał i im nakazywał. Bo on patrzy wprzód. Daleko wprzód i wie, że oprócz nauki nie liczy się naprawdę nic. Patrzy w niebo i rozumie, że gdy tylko dotrze "tam" to właśnie on zdobędzie cały świat, a oni dalej będą się bawić kijami i kamieniami.  






Cywilizacja mnie kompletnie zahipnotyzowała na jakiś czas. Uważam, że to świetna, turowa gra. Nie grałam w poprzednie części, więc nie mam porównania, jednak gdzieś w głębi duszy czuję już, że piątka nieźle odstaje od swoich poprzedników. Ma przyjemną grafikę i dobrą muzykę z oddzielnymi ścieżkami dźwiękowymi dla każdego narodu. Do tego, każde "państwo" ma unikatowe tylko dla siebie jednostki i inne bonusy przez co gra staje się jeszcze ciekawsza. Podoba mi się, że w zależności od tego jaki rodzaj zwycięstwa chce się osiągnąć można dobrać najbardziej pasujący do tego naród. A opcji mamy całkiem dużo. Zwyciężyć można na pięć różnych sposobów, a narodów do wyboru (z dodatkiem brave new world) 43! Sounds like fun. Wygląda na to, że wiele godzin gry przed nami.


Jednakże niektóre zwycięstwa są zdecydowanie łatwiej osiągalne od pozostałych, co z jednej strony może motywować, a z drugiej - kompletnie dobijać. Bo na przykład, wyobraźcie sobie, że postanawiam spróbować osiągnąć zwycięstwo kulturowe. Od początku ładuję w tą kulturę ile się da, robię co w mojej mocy i wszystko wygląda całkiem obiecująco. Jednak w pewnym momencie zdaję sobie sprawę, że cokolwiek bym nie zrobiła to z jakiegoś powodu tym razem mi się nie uda (bo zbytnio mnie napadali i musiałam skupić się na czymś innym; bo za daleko od innych narodów jednak jestem; bo zagapiłam się i mam za mało dzieł sztuki lub nierozwiniętą religię itp.). Co w takiej sytuacji? Nagła zmiana planów i usilne staranie się aby w ogóle tą grę wygrać, nieważne już w jaki sposób. A tak niestety w moim wypadku kończyło się wiele rozgrywek. Błyskawiczne budowanie statku kosmicznego lub paniczne koszenie punktów. W ostateczności później skupiałam się już tylko na tych najłatwiejszych zakończeniach a między innymi - na śmiesznie łatwym moim zdaniem - zwycięstwie dyplomatycznym. Zbyt łatwe są niektóre rozwiązania jak dla mnie, aby próbować czegoś więcej. Bo zanim podbiję wszystkie stolice to i tak już wygrywam na kongresie ONZ.


Sama gra za to nie jest aż tak skomplikowana jak wydaje się przy pierwszym uruchomieniu. Jest całkiem przejrzysta i ma prężnie działające (i czasem niezwykle irytujące) samouczki i inne pomoce jak znaczniki pomagające nam dokonać wyboru kolejnej jednostki lub budynku do wybudowania. Można do tego ustawić automatyzację wielu funkcji, co pomaga mniej zaawansowanym graczom. I można przestać przejmować się tym co mają zbudować robotnicy, jak przydzielić obywateli do budynków i na co położyć w mieście nacisk. I tego w zasadzie trochę nie lubię. Jako umysł mało ścisły zwykle stawiam właśnie na automatyzację. Gram dla przyjemności a nie po to, żeby wysilać trybiki. W momencie gdy gra ma za dużo funkcji trudno mi się skupić na wszystkim naraz i czuję, że nie potrafię wykorzystać jej całego potencjału. Dlatego z jednej strony dziękuję za wspomnianą automatyzację, a z drugiej wiem, że aby móc grać w Cywilizację w pełni, powinnam jednak o wszystkim pamiętać, a trybiki bolą mnie na samą myśl o tym.


Mimo wszystko grę uważam za naprawdę dobrą a dziesiątki (o ile już nie setki) godzin, które przy niej spędziłam, tylko to potwierdzają. Wydaje się jakby w nieskończoność można było testować nowe nacje i próbować rozgrywać grę na setki sposobów, z różnymi narodami, mapami i założeniami. Podziwiam staranność z jaką została wykonana, zaczynając od map istniejących w rzeczywistości miejsc, po dialogi w  rodzimych językach przywódców każdego z narodów. No i ile radości może dać obserwowanie jak Niemcy budują piramidy, Czyngis Chan prowadzi wojnę z Zulusami, Kazimierz Wielki zawiera umowę naukową z Montezumą a Celtowie wysyłają rakiety w kosmos. Niewątpliwie widać tu duży walor edukacyjny. I naprawdę uważam, że to dobrze spędzone kilkadziesiąt ( o ile już nie kilkaset) godzin i mówię to jako osoba specjalnie w grach strategicznych nie gustująca. Jest w Cywilizacji coś co pozwala się całkiem w niej zapomnieć.


Czemu ta gra może się podobać dziewczynie:
Grafika przyjemna dla oka. Gra polega na budowaniu i tworzeniu więc wymaga trochę kreatywności. Występują w niej znane postaci, miejsca i budowle, które można do woli mieszać. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz